naglowek

Eliminator MTB w Parku Śląskim: Walka bark w bark przy prędkości 50 kilometrów na godzin

IMG 8250Szaleńcza jazda na czas i momentami ekstremalne wyścigi to cały Eliminator MTB, który po raz pierwszy zagościł w Parku Śląskim. Miejski sprint rowerowy wokół Dużego Kręgu Tanecznego przyciągnął sporą rzeszę kibiców.

– Staramy się wyznaczać w naszym cyklu ambitne i dosyć trudne trasy – nie ukrywa Grzegorz Miedziński, organizator Eliminatora. – Kręgi wybraliśmy celowo, bo jest dużo schodów i ostrych zakrętów. Podczas wyścigu jest gdzie stracić, ale i gdzie zyskać cenne sekundy – dodaje.

Frekwencja nie była powalająca, ale w Parku Śląskim wystartowali sami specjaliści w tej dyscyplinie, którzy mają i odpowiednią technikę, i wytrzymałość oraz przede wszystkim nerwy ze stali, bo zawodnicy z prędkością nawet 50 kilometrów na godzinę jadą bark w bark, łokieć w łokieć. Nawet najdrobniejszy błąd może skończyć się bolesnym upadkiem.

Trasa miała nieco ponad 600 metrów. Odległościowo była wprawdzie krótka, ale dosyć stroma i równie męcząca, jak trasy płaskie i dłuższe. Każdy z zawodników na czasówce miał do pokonania jedno okrążenie. Na podstawie wyniku przydzielano ranking i układano tabelę. W kolejne fazie zawodnicy rywalizowali w czwórkach. Dwóch najlepszych awansowało do kolejnych wyścigów.

Zawodnicy z organizacji zawodów w Parku Śląskiem byli bardzo zadowoleni. – To miejsce doskonale spełnia rolę trudnej trasy MTB. Dla mnie to miła odmiana od płaskiego Mazowsza, bo jestem z Warszawy – mówi Adam Kowalski. – Feralny moment? Dość wyeksploatowane schody, w których małe koła mojego roweru utykają.

W kategorii pań najlepsza była mistrzyni Polski w Eliminatorze Marta Turoboś. Wśród panów wygrał po pasjonującym finale Adrian Rzeszutko. – Liczyła się dyspozycja dnia oraz dobry start w finale. Tak się stało, że akurat ten wyścig był moim najlepszym dzisiaj. Nie popełniłem w nim żadnego błędu – ocenia zwycięzca. – Tylko się wydaje, że to minuta jazdy, ale proszę mi wierzyć, że osoba jeźdźca rekreacyjnie na rowerze nie byłaby w stanie zdobyć się na taki wysiłek.

Zdaniem Miedzińskiego park ma ogromny potencjał, jeżeli chodzi o trasę i nawet przy wybudowaniu sztucznych przeszkód można z niego wyciągnąć jeszcze więcej. – Już teraz oczyma wyobraźni patrzę, jak można jeszcze ciekawie dla zawodników przeprowadzić te zawody w przyszłym roku – przyznaje.